Artykuły ślubne
Czy legalizacja związku czyni go trwalszym?Czy legalizacja związku czyni go trwalszym? Żyjemy w czasach, w których wspólne mieszkanie bez ślubu nie jest już tak bulwersujące jak kiedyś. Wiele par wręcz uważa, że "papierek" może popsuć to, co razem budowali. A jednak wciąż trudno o bliskie terminy w urzędzie stanu cywilnego czy kościele. Jak to więc jest z tym małżeństwem? Tak, ponieważ daje większe poczucie wspólnoty niż wolne związki. Joanna Wojtkun, socjolog Młodzi ludzie deklarują chęć wstąpienia w związki małżeńskie. Twierdzą, że być mężem lub żoną znaczy więcej, niż być partnerem w luźnej relacji. To tak, jakby całemu światu ogłaszali: tę osobę kocham i chcę z nią spędzić życie. Wierzą, że ślub połączy ich już na zawsze, a małżeństwo jest "szyldem" deklaracji, że tego właśnie chcą. Skąd ta powracająca moda na małżeństwo? Jest kilka powodów. Małżeństwo rzeczywiście sprawia, że związki są trwalsze. Najłatwiej ilustruje to przykład: większość osób, które zawierają związki małżeńskie, ma ich za sobą jeden lub dwa, rzadko więcej. Osoby, które żyją w wolnych związkach, z reguły mają na swoim koncie kilka takich związków. Łatwiej w nie wchodzą, łatwiej też decydują się na rozstanie. Więzy małżeńskie sprawiają, że czujemy się za tę drugą osobę bardziej odpowiedzialni. Jest to związane także z tradycją katolicką właściwą dla naszego kraju. Wielu ludzi uważa, że przysięga "oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci" składana w obliczu Boga zobowiązuje ich na całe życie. Chęć wstępowania w związek małżeński jest też reakcją na trudne czasy. W dobie chaosu i niepewności ludzie potrzebują czegoś, co da im oparcie, pomoże znaleźć ład i porządek w życiu. Dlatego obserwujemy powrót do wspólnotowości, a małżeństwo jest przecież jej rodzajem. Dom rodzinny to azyl, w którym chronimy się przed całym złem tego świata. Rodzina zaspokaja wiele naszych potrzeb - potrzebę więzi i bezpieczeństwa, daje też poczucie lepszej kontroli nad życiem. Połączenie wysiłków w niepewnych czasach ułatwia przetrwanie. Małżeństwo przywraca nam wiarę w to, że liczy się drugi człowiek i że jest coś, dla czego warto żyć. Trzeba też wspomnieć, że małżeństwa, które dochowują sobie wierności, cieszą się seksem nieobarczonym ryzykiem AIDS i innych chorób przenoszonych drogą płciową. Wolny związek nie jest przez większość ludzi uważany za pełnoprawną, pełnowartościową rodzinę. Postrzegamy go jak coś w rodzaju szarej strefy uczuć. Często decydujemy się żyć razem na próbę, bez ślubu, ale z poważnymi, wiążącymi decyzjami - o dziecku czy wspólnym kupnie mieszkania - czekamy z reguły do czasu "po ślubie". Nie, małżeństwo wytycza tylko pewne ramy dla związku, lecz nie stanowi o jego stałości. Tadeusz Dalczyński, mecenas, radca prawny Małżeństwo, choć gwarantuje pewien rodzaj stabilności pod względem prawnym i majątkowym, niestety, nie gwarantuje trwałości związku. Najlepszym tego dowodem jest liczba rozwodów: statystyki mówią, że prawie dwie trzecie zawartych w młodym wieku związków małżeńskich rozpada się, kiedy partnerzy dojrzeją. Wolne związki, które trwają przez wiele lat, także dają psychiczną bliskość i przywiązanie partnerów. Osobom żyjącym w takich wolnych związkach dużo łatwiej się rozstać od strony technicznej - po prostu pakują walizki i odchodzą. Tym, którzy są związani węzłem małżeńskim, jest trochę trudniej. Jednak i ta przeszkoda jest do pokonania. Żyjemy w czasach, w których rozwody przestały być tabu - dziś rozwód już nikogo nie dziwi i nie bulwersuje. Standardy rozwodów przechodzą z pokolenia na pokolenie. Małżeństwo tworzy jedynie swego rodzaju fundament pod związek dwojga ludzi. Jego trwałość zależy jednak od chęci, umiejętności i nastawienia obojga partnerów. To nie dokument stanowi o trwałości związku, lecz wysiłek obojga partnerów. Bardzo często wielką rolę odgrywa sposób wychowania. W relacji z partnerem trzeba wiedzieć, kiedy ustąpić, kiedy przeprosić, a kiedy się postawić. Jeśli się tego nie wie, to i tysiąc ślubów nic nie da, związek się rozpadnie. Trwały i stabilny związek udaje się tylko tym, którzy są w stanie myśleć nie tylko o sobie i potrafią wypracować rozsądny kompromis - bo małżeństwo to głównie sztuka kompromisu. Uważam, że wrogiem trwałości związków jest nie tyle brak małżeńskiej umowy, ile powszechna macdonaldyzacja życia: jesteśmy nastawieni na to, by osiągać cele łatwo, szybko i przyjemnie, i robimy wszystko, by nie pracować nad kompromisami. A takie podejście z reguły prowadzi do rozwodu. Wiele osób pobiera się nie tyle z potrzeby wzmocnienia trwałości więzi, ile w myśl tradycji, która w naszym katolickim kraju jest szczególnie silna. Inni, idąc do ślubu, wierzą, że to będzie związek na całe życie. Tyle tylko, że w ogóle nie są do tego przygotowani.
Źródło: Poradnik Domowy |
|
|




Byle nie z majowym narzeczonym